9 lipiec 2009 autor: hasita86
Ayano jest dziedziczką Kannagi, jednej z wielkich japońskich rodzin, które zajmują się magią. Jej zadaniem jest walczenie z różnymi demonami. Idzie jej to całkiem nieźle do czasu, kiedy pojawia się w mieście Kazuma Yagami, potężny mistrz Fū-Jutsu. Chłopak też jest członkiem rodziny Kannagi, który cztery lata wcześniej został wyrzucony z domu przez swojego ojca (wuja Ayano) za to, że nie potrafił pokonać wówczas dwunastoletniej Ayano w ceremonii Enraiha . Do Japonii powraca jako Kontrahent Lorda Wiatru – Kaze no Seirei-Ou, co daje mu potężniejszą siłę niż zwykłemu Fū-Jutsu.

Mistrz Enraihy Jūgo Kannagi, prywatnie ojciec Ayano, chce aby Kazuma wrócił do rodziny. W tym celu wynajmuje go jako ochroniarza Ayano, knując przy tym spisek ze swatania tej dwójki. Niestety pech chce, że jego zamysły nie zawsze idą w parze z przypadkiem, którym rządzi magia i demony.

Kolejna rewelacyjna anime, tym razem trochę nowsza (bo z 2007 roku) niż InuYasha. Ma więcej zalet niż wad. Właściwie główną wadą jest brak porządnej ścieżki dźwiękowej. A tak Kaze No Stigma to dobrze zarysowane postaci, wciągająca fabuła, dobrze uknuta intryga. Moim ulubieńcem jest oczywiście irytujący do granic możliwości Kazuma. Rozbraja mnie jego podejście do walki w niektórych przypadkach. Do tej pory zobaczyłam piętnaście odcinków na dwadzieścia cztery i do jednej z moich ukochanych scen mogę zaliczyć motyw walki Ayano z Katherine, którą ze stoickim spokojem, popijając wino obserwuje Kazuma i zastanawia się kiedy wkroczyć do akcji, żeby pomóc Ayano.
Sama fabuła oparta jest na podstawie dwutomowej mangi Takahiro Yamato, który wymyślił historię oraz rysownika Neko Miyakai.

Anime możecie zobaczyć na Fani Kreskówek, a więcej przeczytać tu.
Napisane w Anime, duch kulturoznawcy | Komentarzy: 2 »
8 lipiec 2009 autor: hasita86
Ponieważ czasami nie potrafię napisać o czym czytałam książkę, a czasami zdarza się, że opisy na tylnich okładkach właściwie oddają treść książki, przytoczę, więc notę wydawcy.
Historia oparta na faktach. Jest rok 1903. Spokojne życie mieszkańców szwajcarskiego miasteczka Ropraz burzy pojawienie się psychopaty profanującego zwłoki młodych kobiet. W pobliskich miejscowościach dochodzi do podobnych zbrodni. Ludzi ogarnia panika. Nikt nie czyje się bezpieczny, młode panny sypiają z krucyfiksami, czosnkiem obwieszone jest każde domostwo. Zaczyna się polowanie na zboczeńca. Głównym podejrzanym jest Faves – alkoholik i dziwak o czerwonych oczach i długich zębach. Zostaje aresztowany i umieszczony w szpitalu psychiatrycznym.
Narratorem historii jest anonimowy świadek, który bierze udział w wydarzeniach mających miejsce w Ropraz. Relacjonuje czytelnikowi wszystko z taką dokładnością, że jesteśmy sobie w stanie wyobrazić wszystkie okrucieństwa dokonane na zwłokach młodych kobiet, jak i poczuć strach i grozę panującą wśród szwajcarskiego społeczeństwa. Rewelacyjnie pokazuje etapy rozwoju paniki, która sieje się z szybkością pędzącej rakiety, wśród mieszkańców Szwajcarii.
Za nim po wyżej przedstawionym opisie zdecydujecie się sięgnąć po książkę, mam dwie rady: pierwsza – miłośnicy książek typu: „Zmierzch”(a fe!), „Kroniki wampirze”, czy „Dracula” mogą sobie tę pozycję odpuścić. Rada numer dwa: wielbiciele psychologicznych thillerów znajdą w tej książce zaspokojenie dla swojej ciekawości.
Ah, jeszcze jedno… Książeczka jest krótka, tak na dwie godzinki czytania
Ja ją przeczytałam w autobusie jadąc do babci
Napisane w booklandia, duch kulturoznawcy | Otagowane lit. szwajcarska, wampiry | Komentarzy: 2 »
7 lipiec 2009 autor: hasita86
Ranbeer Talwar (Saif Ali Khan) to bardzo bogaty przemysłowiec. Wracając po ceremonii wręczenia nagród powoduje wypadek samochodowym, w którym ginie małżeństwo. Społeczeństwo indyjskie patrzy sędziemu na ręce i z niecierpliwością czeka na, możliwe, że sprawiedliwy wyrok. Wyrok Sądu jest zaskoczeniem dla wszystkich: Ranbeer ma zająć się wychowaniem czwórki dzieci, których rodzice zginęli w wypadku samochodowym spowodowanym przez oskarżonego. Gdy tylko dzieciaki zjawiają się w jego domu, przewracają życie biznesmena do góry nogami. Pragnące zemsty rodzeństwo modli się do Boga (Rishi Kapoor), aby pomógł im w tej niedoli. Bóg wysłuchuje ich próśb i postanawia zesłać na ziemię psotliwego, ale kochającego anioła – Geetę (Rani Mukherjee). Jej zadanie to zbliżyć do siebie dzieci i Ranbeera, tak aby mogli stworzyć rodzinę.

Ranbeer Talwar
Dzieciaczki
Na niedzielne popołudnie potrzebowałam czegoś co zapełni mój wolny czas, a nie będzie specjalnie wymagało większego skupienia nad fabułą filmu oraz ukrytymi przesłaniami. Thoda Pyaar Thoda Magic wydał mi się idealną pozycją na moją zachciankę. Poza tym za wyborem filmu zdecydowała jeszcze moja ulubiona obsada, którą znałam już z Hum Tum, a wśród nich duet Saif Ali Khan oraz Rani Mukherjee.

Bóg
Ścieżka dźwiękowa jest utrzymana w bardzo spokojnej tonacji, więc raczej nie będziemy podziwiać popisowych choreografii czy wspaniałych indyjskich strojów.

Geeta
Szkoda, że film nie odniósł takiego sukcesu jak Fanaa czy Hum Tum, z resztą nie zawsze można tworzyć super hity. Mimo, to jest to wspaniały, ciepły film w sam raz na rodzinne popołudnie… i lekkie przymknięcie oka na niektóre przygody bohaterów.
Napisane w bollywood, ludzie filmu | Otagowane Indie, Rani Mukherjee, Saif Ali Khan, Thoda Pyaar Thoda Magic | Komentarzy: 2 »
5 lipiec 2009 autor: hasita86
O tym, że spontany to ostatnio moja mocna strona już wiecie. Wczoraj też spontanicznie wybrałam się z moim crazy babes do klubu Copacabana znajdującego się jakieś 3km ode mnie. Polecam klub jak najbardziej… Jakby chciało się komuś wpaść do Copacabany, to niech się nie przerazi lasu i ciemnego odcinka drogi, który doń prowadzi, a który ja i moje babes musiałyśmy przejść PIECHOTĄ. Poczułam się jak bohaterka serialu Supernatural, a klimatu dodawał nam księżyc w pełni ( żeby w nowiu nie napisać
).
A tak w ogóle to AŁA MOJE NOGI!!
Napisane w moje ciężkie przypadki, przegadane | Leave a Comment »
2 lipiec 2009 autor: hasita86
Na genialny pomysł zgłoszenia się do programu Erasmus wpadłam na dwa dni przed końcem terminu składania dokumentów. Super! Nie ma to jak mój spontan. No, ale po ciężkich męczarniach wypełniłam aplikacyjne dokumenty, które upoważniały mnie do wzięcia udziału w rozmowach kwalifikacyjnych. Później grzecznie stawiłam się na rozmowę kwalifikacyjną… Im dłużej czekałam, tym bardziej uświadamiałam sobie, że jestem prawdopodobnie jedną kandydatką na WĘGRY – DEBRECZYN. No cóż, życie…
Wchodząc do pokoju, gdzie siedziała komisja w składzie osób dwóch, poczułam się bardziej rozluźniona. I gdy komisja zapytała czy ja to ja i powiedziała bez ogródek pani jedzie, nie mogłam uwierzyć. Gorzej miały dziewczyny, które zapisały się do miejsc bardziej obleganych jak Włochy, czy Bługaria.
No i w sumie, to był najłatwiejszy etap całej tej erasmusowskiej zabawy, jak się teraz okazuje. Bo do dzisiaj wypełniłam i powysyłałam niezliczoną ilość dokumentów, a jeszcze czeka mnie parę spraw do załatwienia.
Najwięcej frajdy sprawiało mi i mojej debreczyńskiej współ lo wybór przedmiotów. Jak się okazało na University of Debrecen nie mają kulturoznawstwa i jadę na filologię polską hihihi, czyli większość przedmiotów, ba! prawie wszystkie będę mieć po polsku.
Jeszcze tylko zostało mi do załatwienia dokumenty z NSZtu, zmiana konta bankowego na bardziej przyjazne podróżującym, no i podpisanie odpowiedniej umowy z moim kochanym Uśiem
A potem nic tylko dłuuuuuuugie wakacje i pisanie mgr
A właśnie znalazłam węgierską skalę ocen
| 5 |
jeles |
Excellent |
Very good Outstanding with minor errors |
| 4 |
jó |
Good |
Generally sound work with a number of notable errors |
| 3 |
közepes |
Satisfactory |
Acceptable Fair but with significant shortcomings (ja bym tu napisała – something more than acceptable fari and enough for beeing happy student for the next term ) |
| 2 |
elégséges |
Pass |
Performance meets the minimum criteria |
| 1 |
elégtelen |
Fail |
Further work is required |
Napisane w erasmusowsko czyli madziażę, moje ciężkie przypadki, przegadane, uniwerek | Komentarzy: 8 »