„Siewca wojny” Brandon Sanderson
Hallandren to państwo, w którym żyją bogowie zwani Powracającymi. Zostali oni stworzeni dzięki tajemniczej BioChromie opartej na Oddechach. Dzięki Oddechom i czerpaniu kolorów zarówno z ludzi, jak i przedmiotów nieożywionych, Rozbudzający są w stanie zapanować nad częścią Natury.
Jednak jest kraj, który nie czci Powracających – Idris. Wskutek zawiłej historii oba te narody nie żyją z sobą w zgodzie. Postanowienia pokojowe, które podpisali ich Władcy, zostały zawarte w dość burzliwych czasach…
Jednym z postanowień Traktatu Pokojowego mówi o tym, że władca Hallandren ma poślubić córkę króla Idrisu. Żoną dla Króla-Boga miała być Vivienna, najstarsza córka króla Idrisu. Od młodych lat wychowywana na królową. Jednak ojciec księżniczki zmienia nagle zdanie i do Hallandren wysyła najmłodszą księżniczkę Siri – impulsywną, roztrzepaną siedemnastolatkę, którą tak naprawdę nikt na dworze się nie przejmował.
Książkę chciałam przeczytać nie dlatego, że zainteresował mnie opis, czy recenzje… Ale dlatego, że okładka wydała mi się interesująca. Mówi się, że nie powinno wybierać się książki po okładce… Ja niestety popełniłam ten grzech i… nie żałuję. Żałuję tylko tego, że książka ma TYLKO 620str
.
Ale, ad rem…
Fabuła specjalnie zachwycająca nie jest: no bo są sobie dwa państwa, które drą ze sobą koty i jedno z nich stara się doprowadzić do wojny, a drugie, żeby do tej wojny nie doszło posyła „towar przekupny” – nie jest specjalnie nowatorski, ani ciekawy; ale intrygi wokół fabuły już tak . Sanderson genialnie odkrywa przed czytelnikiem kolejne epizody z życia każdego bohatera, które to epizody mają ogromne znaczenie dla rozwoju akcji. Wydarzenia zaskakują, nie są serią powiązanych ze sobą wypadków, które czytelnik może przewidzieć. Jeżeli w trakcie czytania rodzi się nam jakaś teoria, to albo zostaje ona całkowicie przez autora rozwiana, albo trafiamy naszymi przypuszczeniami, ale nie do końca…
Świat przedstawiony w książce może się podobać, ale nie musi. Ja go kupiłam i otwierałam szerzej oczy za każdym razem kiedy dowiadywałam się o nowych prawach rządzących tym światem. Chociaż muszę przyznać, że na początku miałam pewne obiekcje co do Powracających, czyli Spontaniczni Rozumni Manifestacja BioChromy w Ciele Zmarłego Nosiciela, czyli po naszemu, prawie jak zombi. Ale jak wiemy z pewnej reklamy „prawie” robi różnicę, dlatego żeby przekonać się o tej różnicy proponuje sięgnąć po książkę.
Kolejna rzecz, na którą ZAWSZE zwracam uwagę podczas czytania to postacie. Jest ich bezliku i każda odgrywa swoją rolę w fabule. Na szczęście, czytelnik nie musi obawiać się, że pogubi się w poszczególnych bohaterach. Autor każdy rozdział dzieli na pod rozdziały i taki każdy pod rozdział dotyczy poszczególnego bohatera, czy bohaterów.
Książkę polecam i ze względu na fabułę i ze względu na bohaterów i ze względu na przyjemny styl narracji.
6 Październik 2010 @ 1:55 pm
Wygląda interesująco… choć nie wiem, czy na tyle, bym się nakręcał. Poczekam, zobaczę, czy będzie się o tym mówić
6 Październik 2010 @ 2:05 pm
To już jakiś czas na półkach leży… W recenzjach są pochlebne opinie na ten temat.
Poza tym zauważyłam, że współcześnie mówi się o zazwyczaj złych książkach, a które uważane są za światowe bestsellery; więc nie jestem pewna, czy czekania “czy będzie się o tym mówić” ma sens. Lepiej przeczytać teraz, a potem powiedzieć: “Ja czytałem ją wcześniej i doceniłem jej urok, jeszcze przed Wami” heheh