Archiwum kategorii co mi w duszy gra

Muzyczna 10-tka najlepszych

Posted in co mi w duszy gra tagi on 5 Wrzesień 2010 by hasita86

Muzyka, nie ukrywam, że jest ona nieodzownym elementem mojego codziennego egzystowania. Słucham jej po kilka godzin dziennie i w zależności od mojego aktualnego stanu ducha są to różne utwory.

Dlatego, gdy Saabath zaprosiła mnie do udziału w zabawie, moja pierwsza myśl to: k**** znowu łańcuszek i o czym ja niby mam pisać! Jednak myśl druga była nie co bardziej dojrzalsza niż pierwsza, bo doszłam do wniosku, że te dziesięć ulubionych muzycznych utworów pokaże jaką zakręconą osobą jestem.

Muzyczna dziesiątka rozpoczyna się numerem 10, a kończy na 1. Czyli od „najgorszego” do najlepszego. UWAGA! Wymienione przeze mnie utwory są przedstawicielami gatunków muzycznych, które można spotkać w mojej bibliotece muzycznej w postaci mp3 :)

10. Michael Buble – Save The Last Dance For Me

9.  Don – The Chase Begins Again

8. The Dropkick Murphys – The Dirty Glass

7. AC/DC – Let There Be Rock

6. Lidsey Ray – You Make Me Happy

5. OST Mamma Mia! Movie  – Does Your Mother Know

4. Florence and The MAchine – Kiss With A Fist

3. Andre Rieu and Orchestra – Nad pięknym modrym Dunajem

2. AC/DC – Highway To Hell (plus lekki bonusik dla fanów Iron Mana 2)

1. ZZTop – Bad To The Bone

Jak widać moje upodobania muzyczne rozciągają się na wielu płaszczyznach, a i tak nie podałam jeszcze wszystkich. Odpuściłam sobie wszystkiego rodzaju folki, medytacyjne itp.

Do zabawy chciałabym zaprosić: Bhuvana, Agnę83Wykredowaną. Pamiętajcie możecie wytypować tylko 10 waszych ulubionych utworów ;)

Dlaczego tutaj tak cicho?

Posted in co mi w duszy gra, moje ciężkie przypadki tagi on 4 Sierpień 2010 by hasita86

A no bo pracuję… I aktualnie zajmuję się tym:

A moje miejsce pracy to: nettg.pl i Trybuna Górnicza.

You Make Me Happy śpiewa Lindsey Ray

Posted in co mi w duszy gra on 15 Marzec 2010 by hasita86

Taka wesoła, fajna piosenka, z którą kojarzą się same miłe rzeczy. Zaraziła mnie nią AliE i trzyma się mnie cały czas.

You Make Me Happy

It’s the heart on your sleeve never making me wonder
It’s the bond that we tie up and over and under
You’re the sun and the rain and my grass is always green
With a kiss on my cheek always letting me know I’m
the birds and the bees
I’m the apple in your eye
I know that you know that I know you’re all I need

And just when I thought it couldn’t get any better
there you go and do it all again
Hope this feeling never ends

Cuz you
You make me happy
You
You make me happy

It’s the sound of your voice at the end of the phone line
A tickle in my toes just to know that you’re all mine
Like an ice cream sundae with a cherry on the top
It’s the look in your eyes when I’m wearing your t-shirt
Your cute little smile after a long day of hard work
And I know that you know that I can’t give you up

And just when I thought it couldn’t get any better
there you go and do it all again
Hope this feeling never ends

Cuz you
You make me happy
You
You make me happy

Just when I thought it couldn’t get any better
there you go and do it all again
Hope this feeling never ends

You
You make me happy
You
You make me happy
You
You make me happy
You
You make me happy

Czytelnicza zabawa*

Posted in booklandia, co mi w duszy gra, duch kulturoznawcy on 3 Luty 2010 by hasita86

Dziękuję rockfree za wciągnięcie mnie do zabawy. Z przyjemnością odpowiadam na jej pytania :)

1. Jakiego autora/autorkę cenisz sobie najbardziej? Co przyciąga Cię w jego/jej książkach?

Trudne pytanie, bo autorów wielu, a odpowiedź jedna do wszystkich by pasowała; dlatego pozwolę sobie wymienić autora i autorkę ;-) Oczywiście Anne Rice i postacie (a zwłaszcza Lestat De Lioncourt) z „Kronik Wampirów” oraz Jakub Ćwiek – takie małe światełko z naszego kraju na mojej liście ulubionych pisarzy – za wszystkie części „Kłamcy”. A co mnie przyciągnęło w oby dwóch przypadkach umiejętność kreowania fantastycznego świata. Oby dwaj autorzy stworzyli świat fantasy, który dzieje się w „naszej” rzeczywistości, ale „popchali”go w zupełnie inne kierunki. U Rice są to wampiry istniejące wśród nas i mające się całkiem nieźle, bo nikt z drewnianym kołkiem za nimi nie gania; a u Ćwieka to świat mitów, legend oraz wszystko to co już było, ale pokazane w ironiczny sposób.

2. Ukochana książka dzieciństwa. Co to było i dlaczego?

Jedna z 3 lektur szkolnych, którą przeczytałam: Akademia Pana Kleksa! To właśnie tutaj po raz pierwszy spotkałam się z niezwykłym światem fantasy pełnym magii i różnych dziwów. Pochłonęła mnie bez reszty.

3. Twoja ulubiona ekranizacja. Która ekranizacja, według Ciebie, najlepiej odzwierciedliła książkę?

Nie było jeszcze takiej. Były ekranizacje, które sprawiły, że sięgnęłam po książkę, ale nigdy nie stawiam książki ponad film. Dzięki ekranizacji „Władcy Pierścieni: Drużyna Pierścienia” przeczytałam wszystkie części, dzięki „Królowej potępionych” skusiłam się na „Wampira Lestata” i zaczęłam przygodę z Kronikami… Ale tylko tyle.

Ja ze swojej strony po proszę o odpowiedź na moje pytania: Maga-Marę, Ninedin oraz Inblanco. Oto pytanka**:

  1. Czy zdarzyło ci się przeczytać książkę, która tak zadziałała na twoje zmysły-smaku lub zapachu,, że podczas jej czytania/po przeczytaniu odczułaś potrzebę zaspokojenia owych „rządz”? Jeżeli tak to co to za książka i co to było?
  2. Którą książkę chciałabyś zobaczyć na srebrnym ekranie i dlaczego?
  3. Czy po przeczytaniu lektury wybrałaś się w podróż w ślad za jej bohaterami? Jeżeli tak, co to była za książka? Jeżeli nie, to opisz podróż marzeń, gdzie Twoim przewodnikiem będzie ulubiona lektura.

* dla mnie pierwsza taka zabawa :)

** przepraszam jeżeli któreś się powtórzyły, ale na prawdę nie wiem czy ktoś już takie pytania zadał :)

Glee (2009)

Posted in co mi w duszy gra, duch kulturoznawcy, Hollywood, Serialowo tagi on 21 Listopad 2009 by hasita86

Nie jest mnie łatwo wciągnąć w serial, jeżeli nie jest on o tematyce wampirycznej czy szeroko pojętej fantasy. Nie wierzycie? Gossip Girl zaczęłam oglądać z wielkim zachwytem, ale po dziesięciu odcinkach spasowałam (prawdopodobnie do niego wrócę), Grey’s Anathomy ( no cóż, ileż można patrzeć na problemy sercowe lekarzy, które zamknięte są w obrębie kółka wzajemnej adoracji?), Ugly Betty (no dobra, byłabym w stanie to oglądać na bieżąco, ale akurat jakieś pół roku [rok?] temu zepsuło mi się dvd w starym komputerze, więc wszystkie seriale/filmy poszły w odstawkę, no i Betty też i jakoś nie chce mi się do tego wrócić). Wymieniać jeszcze? Myślę, że wystarczy.

Z Glee jest zupełnie inaczej. Opierałam się strasznie, aby nie wciągnąć się w kolejny serial, jednak weekendy                         w debreczyńskim akademiku są nudne, więc jakoś czas trzeba było sobie zapełnić. No i zdobyłam sobie pilot                     i… wciągnęłam się bezgranicznie w tą gleekową gumę :P

Glee Club, czyli szkolny chór, który ma szansę zaistnieć dzięki zapalonemu nauczycielowi hiszpańskiego kochającego śpiewać – Willa Schuestera. Początki jak zawsze bywają trudne i  jak zawsze znajdą się tacy, do których idea Glee nie będzie docierała w żaden sposób, jak          w przypadku nauczycielki w-fu Sue Sylvester.  Na szczęście dzięki determinacji uczniów i            nauczyciela szkolny klub zaczyna żyć własnym życiem.

Kocham ten serial od pierwszych sekund… W końcu amerykańscy reżyserzy wpadli na pomysł, żeby zrobić serial na bazie musicalu. Kocham piosenki, które współcześnie każdy zna z radiowych list przebojów, przerobione na musicalowy styl serialu. Kocham podejście do stereotypowego tematu i rozbieranie go na najmniejsze cząstki, aby na koniec zdeptać i zniszczyć. Kocham postacie, przerysowane, ale jakże ujmujące w swoim gleekowym „byciu”.  Kocham dodatkowy soundtrack, którego nie jest dużo, bo i po co w musicalu serialowym, ale jeżeli już jest,  to nie ma piosenki, której bym nie wielbiła.

Ale po co tyle gadać, zobaczcie sami:

I moja ukochana:

Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.