Muszę się przyznać, że mam mieszane uczucia co do tej książki. To znaczy… Moment, może od początku.
„Róża…” to trzy opowiadania. Pierwsze opowiadające losy uczniów szkoły madame Gautier-Flageolet: Margerity von Selerberg i jej brata bliźniaka Ricky’ego oraz kilkoro ich przyjaciół. Dwa kolejne to opowiadania o smokach… No właśnie o smokach, a ci co mnie znają, wiedzą, że za tymi magicznymi stworzeniami nie przepadam. Pierwsze o smokach przebrnęłam, ale ledwo, ledwo, drugie tak pobieżnie wzrokiem przeleciałam. Stąd moje mieszane uczucia, co do książki.
W każdym razie jak najbardziej polecam pierwsze opowiadanie czyli tytułową „Różę Selerbergu”. Opowiadanie pełne humoru i idealnie charakteryzujące zachowania współczesnej młodzieży.
Opowiadanie numer dwa – „Przyczajony rycerz, ukryty smok” to historia Berilana Erila, prostego wiejskiego chłopa, który założył się po pijanemu w gospodzie, że zabije smoka co pustoszy okoliczne wioski i jego głowę jakiemuś szlachcicowi przyniesie. Dwa plusy to opowiadanie ode mnie otrzymuje: za zaskakujące zakończenie oraz za narrację z dwóch różnych perspektyw.
Opowiadanie numer trzy…. „Saga i ludziach MODu” Jednostka MOD – Miejski Oddział Drakonizacyjny (swoją drogą nie wiem czy Asmodeusz vel Mod, Kossakowskiej, byłby zadowolony z takiego rozwinięcia jego nicka) ich zadania to albo odnajdywanie zaginionych smoków, albo zabijanie owych istot, gdy naprzykrzają się ludziom.
No cóż, jak już wspomniałam przeleciałam tylko pobieżnie wzrokiem
P.S.: Zaczęłam w końcu „Gotuj z papieżem” już wiem o co to całe halo z tym opowiadaniem. Ale więcej w następnej notce, jak skończę całość.








